Musiało mnie pierdolnąć
Walnąć między oczy
Życie nie da ani na chwilę wytchnąć
Cały czas senny koszmar się ziszcza proroczy

Szczęście innych bije po twarzy
Ja mam już dość tej paranoi życia
Krętych schodów do lochów rozpaczy
Bezsens, ironia, porzucenie picia

Dekadencja i nihilizm mojej duszy
Nierozwiązana zagadka celu i sensu
Przed oczami półludzkiej tuszy
Ten stan jest bez precedensu