Często, szczególnie ostatnio zaczynam mieć wrażenie, że moje życie to jakiś pierdolony rollercoaster. Raz, dwa, trzy i nabieram masę nowych doświadczeń, staję się kimś innym, ale nie w sensie zmian – bo ludzie się nie zmieniają, tylko robi się jakiś inny balans cech, coś innego dominuje, wychodzi na pierwszy front. Sadyzm, chęć zadawania bólu i żądza przyjemnosci zmieniło się na dzielenie się wszystkim, bólem i przyjemnością – po równo. Pogoń za szukaniem miłości wszędzie gdzie się da ukierunkowało się, może po prostu zrozumiałem, że niektórzy nie są warci? Więc dzisiaj zapodaję nie tak dawne dzieło. Gdy dzisiaj na nie patrzę to śmieję się sam z siebie, że mogłem być taki naiwny. Miłego wieczora wszystkim czytającym.

Nie kochać, nie być, nie żyć.
A mógłbym smak Twych ust na nowo odkryć.
Przejść równiny, lasy i doliny.
Żeby oglądać razem w książce schemat mureiny.

Czy ożyje jeszcze płomienne uczucie?
Czy dzika namiętność porwie serca w cwał?
A może iskry nie będzie.
Nic nie zapłonie.
Serca pozostaną niewzruszone.

M.M.