Czy w życiu naprawdę musi się stać coś hmm… „Dużego” żebyśmy się cieszyli? Czy naprawdę tak trudno jest cieszyć się słońcem przebijającym się przez chmury? Ładną pogodą, dobrym nastrojem, albo brakiem kaca? Mi się dzisiaj udało. Polecam spróbować cieszyć się małymi rzeczami.

Idę przed siebie, serce mi się cieszy.
Słońce swym ciepłem, grzeje przemarzniętą duszę.
Każdy człowiek w swym życiu niejednokrotnie grzeszy
Lecz czy musi to w jego życiu powodować serotoninową susze?

W sumie nie wiem dokąd idę, idę wprost przed siebie.
Cieszę się życiem, każdą sekundą, każdym oddechem.
Nie, w cale mi nie brakuje ani Ciebie, ani Ciebie.
Zaginąć w odmętach depresji? To by było śmiertelnym grzechem.

M.M.