Takie sobie

Spadają płatki – zawieszone dziurawe spadochrony
Zamienią się w krople – spadające niczym amerykańskie drony.

Wypłyną z serc fale codziennych marzeń nieskończone
Migrując między nami w nieskończonośc tworzone.

Na jak smoła czarnym okrągłym kawałku winylu
Zaklęta jest magia, silniejsza od trotylu.

Mogę tylko siedzieć wpatrzony w okładek obrazy
I panicznie w szufladzie szukać inhibitorów monoaminooksydazy

M.M.

Mucha w piwie

W szklance piwa pod pierzynką piany – mucha

Patrzę się na nią, i delikatnie w pianę dmucham

Też tak chyba byłem uwięziony

Niezauważałem jak w okół mnie mijały eony

 

Strapiony troskami na pozór błachymi

Nie widzę przyszłości tak pięknej i barwnej

Tak trudno w tej chwili z uroków życia obdartej

Szukać ukojenia, czy może zbawienia w dżwięku prymy

 

I zostawiłbym to wszystko i odszedł daleko

Wyrwał się z pułapki niekończonego czasu

i wyczekiwał weny, czy może wezwania od Niego

Lub z jej ust dźwięcznego rozkazu

 

Na pozór nielogiczne i niespójne jest to wszystko

Depresja jest logiczną reakcją na otaczający mnie świat

Wszyscy odeszli i Ty razem z nimi moja wredna maoistko

Szkoda na to wszytko słów lepiej po prostu zjem obiad

Pagan Prayer

Tłumaczenie piosenki pisanej przez mnie i Paulinę Golemo jakieś 5 lat temu.

 

Schwyciła mój umysł

Zatrzymała mnie w strachu

Zabrała wiarę w Boga

Siedzę – Nie wierzę

 

Szepcze pogańskie modły

Słuchając czule opętuje

przebiegła nikczemna kłamczyni

Wyciąga ze mnie drzemiący w duszy wrzask

 

Mój mrożący krew w żyłach dotyk

Jej szept uwodzący zmysły

Zabiera wiarę w Boga

Nie mogę dłużej się opierać

 

Nigdy mnie nie opuści

Na pewno nie jestem jedyny

Nie jedyny straciłem wiarę

Nie jedyny za nią poszedłem

 

Szepcze pogańskie modły

Słuchając czule opętuje

przebiegła nikczemna kłamczyni

Wyciąga ze mnie drzemiący w duszy wrzask

 

M.M.

To proste

Upodlij się. Zejdź na dno.

Odwróc od nich wzrok.

Zezwierzęć się, idź prosto w mrok.

Bądź sobą, nigdy nie próbuj być mną.

 

Obedrzyj się z godności, swój honor spuść w klubowym kiblu.

Wyrzuć z siebie całą złość – niech zostawi krwawe pręgi.

Na jej niewinnym… Na jej pięknym ciele…

Nie miej wyrzutów sumienia – to tylko proces leczenia.

 

Po tym wszystkim stań przed lustrem.

Podnieś głowę.

Brzydź się sobą – TAK! DOKŁADNIE TAK!!!

Teraz patrz sobie w oczy i powtarzaj dopóki nie uwierzysz.

jestem człowiekiem – wiem to ciężko przechodzi przez gardło.

Teraz głośniej – Jestem Człowiekiem – No – Brawo.

JESTEM CZŁOWIEKIEM – już, już co raz lepiej!

J E S T E M  C Z Ł O W I E K I E M ! ! !

W końcu.

Brawo.

Już wiesz jak n i e  p o w i n i e n e ś  żyć.

Teraz żyj dobrze.

Powodzenia.

Życzę Ci ja, który jestem człowiekiem -

Martwy Marzyciel

Zdarza się

Zdarza się… Czasem się zdarza coś takiego – Siedzisz, myślisz nad chujowością swojego życia i tworzysz sobie historię. Jesteś nią pochłonięty, każdą wolną chwile swojego umysłu oddajesz właśnie jej. Zazwyczaj jest tam mężczyzna lub kobieta i uosabiasz się z jedną z nich. Zrobiłem tak. Na siłę próbowałem wszystkie kobiety które mi latają po głowię wepchnąć w jej szablon. Gówno wyszło. Czekałem. Umówiłem się poten randkę z znajomą, której nie widziałem ponad pół roku. Zaiskrzyło. To była Ona. Odnalazłem swoją Reginę niemalże pod nosem. Dokładnie wtedy gdy stwierdziłem, że pierdolę to wszystko. Może znalazłbym ją wcześniej, gdybymto wszystko pierdolił od samego początku. Napisałem dużo nie wiedząc, że to o niej i dalej nie mogę wyjść z pod wrażenia. To tyle na dzisiaj moich wypocin. Dobranoc.

 

Leżysz w dreszczach zimnem otulona na moich kolanach
Szepczesz
Mam dość

Przychodzę – rozszerzone źrenice, żądza mi płonie w oczach
Warczę
Bądź moja.

Tańczysz przede mną z papierosem w ustach i kieliszkiem w dłoni
Mówisz
Bierz mnie

Leżę bez sił na granicy przytomności mając w pamięci scenę zbrodni
Cicho mówię
Przytul mnie

Leżysz naga krzycząc panicznie w poduszkę.
Rozumiem
Boisz się
Słyszę
Zostaw już mnie

 

Martwy Marzyciel