Samotni

Nie takie jak zwykle, trochę inne, mam nadzieję, że się spodoba :)

 

Siedzimy w ciszy i w milczeniu

Niedawno tacy sami – dzisiaj zupełnie rózni

Wspólnie wielcy, indywidualnie próżni

Niesamowite… oddani myśleniu.

 

Niegdyś kompani, dziś tylko towarzysze

Zgodni, niezgodni – kogo to obchodzi

Niesiemy obaj swoje zupełnie różne krzyże

Coś z nas z czasem uchodzi

 

Pewna magiczna cząstka, iskierka życia

U jednego płonie żarem, u drugiego powoli dogorywa

Chęć zmiany losu – oszałamia,porywa

Wystrzeliwujemy w przestrzeń resztki bycia.

 

M.M.

Zawieszeni

Dla K*******

 

Jesteśmy.

Zawieszeni między blaskiem nocy i mrokiem dnia

Susi w deszczu, przemoczeni blaskiem słońca do cna

Dryfujemy

 

Zawieszeni.

W bezkresnym pudełku pełnym owieczek.

W niekończącym się ciągu wspinaczek.

Może gdy wejdziemny zostaniemy rozgrzeszeni.

 

W niekończącej się spirali zła – Ty i Ja?

On i Ona, każdy z nas, a czas przemija

W nieskończonym, nieprzerwanym objęciu.

Tam gdzie nie ma czasu ani przesztrzeni

Tylko my, bez ruchu, bez sensu, jak na zdjęciu

Pełni siebie, pełni sensu, w krainie świetlistych cieni

 

M.M.

Dość

Mam dość tego
Dość życia którego najciekawszym elementem
Jest oglądanie łez rozbijających się o szklany stół.
Wychylam się z pędzącego samochodu, żeby dostrzec co mnie czeka za zakrętem.
Tracę grunt spod nog, spadam w grób, niekończący się dół.

Nie wiem skąd to wszystko, która bajka mi wmówiła, że życiemiłość prostym…
Ono nigdy takie nie było i nigdy nie będzie
Ono będzie bolesne, nieprzyjemne niczym taniec na twarzy nożem ostrym
Poległem i polegnę jeszcze nie raz. Zatonę jako kapitan w swoim okręcie.

Tchórz umiera tysiąc razy, a bohater tylko raz.
Czy przyszedł na mnie czas?
Lepsze milijon blizn na sercu niż śmierć.
Lecz czy marzenie o niej to grzech.
Cierp człowiecze, po stokroć cierp.
Obrzydliwe ziemi płody garściami czerp.
Idziemy – idzie nas trzech.
Zawsze przy Tobie – zazdrość, nienawiść i gniew.
Zamknij oczy, aniele boży zmów.
Horror będzie się powtarzał, co noc, znów i znów.
Śpij dziecinko śpij – tu nie ma nikogo, nie ma żadnego głosu.

Noworocznie

Wybudowałem ścianę – szkoda że była ze słomy

nie wpadłem na to w swoim szale

że wiatr ją zwieje

 

zbudowałem dom – na pustni

nie przewidziałem, że zapadnie się

pod ziemię

 

stworzyłem rodzinę – na kłamstwie

wydawało się solidnym fundamentem

wydawało się

 

zbudowałem swój dom

zbudowałem wokół niego mur

stworzyłem wewnątrz rodzinę

i wszystko poszło w pizdu

 

nie chcę tak

Takie sobie

Spadają płatki – zawieszone dziurawe spadochrony
Zamienią się w krople – spadające niczym amerykańskie drony.

Wypłyną z serc fale codziennych marzeń nieskończone
Migrując między nami w nieskończonośc tworzone.

Na jak smoła czarnym okrągłym kawałku winylu
Zaklęta jest magia, silniejsza od trotylu.

Mogę tylko siedzieć wpatrzony w okładek obrazy
I panicznie w szufladzie szukać inhibitorów monoaminooksydazy

M.M.

Mucha w piwie

W szklance piwa pod pierzynką piany – mucha

Patrzę się na nią, i delikatnie w pianę dmucham

Też tak chyba byłem uwięziony

Niezauważałem jak w okół mnie mijały eony

 

Strapiony troskami na pozór błachymi

Nie widzę przyszłości tak pięknej i barwnej

Tak trudno w tej chwili z uroków życia obdartej

Szukać ukojenia, czy może zbawienia w dżwięku prymy

 

I zostawiłbym to wszystko i odszedł daleko

Wyrwał się z pułapki niekończonego czasu

i wyczekiwał weny, czy może wezwania od Niego

Lub z jej ust dźwięcznego rozkazu

 

Na pozór nielogiczne i niespójne jest to wszystko

Depresja jest logiczną reakcją na otaczający mnie świat

Wszyscy odeszli i Ty razem z nimi moja wredna maoistko

Szkoda na to wszytko słów lepiej po prostu zjem obiad

Pagan Prayer

Tłumaczenie piosenki pisanej przez mnie i Paulinę Golemo jakieś 5 lat temu.

 

Schwyciła mój umysł

Zatrzymała mnie w strachu

Zabrała wiarę w Boga

Siedzę – Nie wierzę

 

Szepcze pogańskie modły

Słuchając czule opętuje

przebiegła nikczemna kłamczyni

Wyciąga ze mnie drzemiący w duszy wrzask

 

Mój mrożący krew w żyłach dotyk

Jej szept uwodzący zmysły

Zabiera wiarę w Boga

Nie mogę dłużej się opierać

 

Nigdy mnie nie opuści

Na pewno nie jestem jedyny

Nie jedyny straciłem wiarę

Nie jedyny za nią poszedłem

 

Szepcze pogańskie modły

Słuchając czule opętuje

przebiegła nikczemna kłamczyni

Wyciąga ze mnie drzemiący w duszy wrzask

 

M.M.