Okłamując

TO się nazywa dobry stan xD

 

Okłamuję się – tak wiele twarzy ze mną jest

jednak żadna nie wystarcza by żyć…

jak to jest tak bez sensu być?

nie wiem, nie wyobrażam sobie nie zobaczyć wszystkich w świecie miejsc!!!

 

Jestem tak toksycznie wschodni…

Nie rozumiem różnic między mną a afroamerykaninem

oprócz tego że ja muszę używać krezmu z ochroną UV

a on leży i grzeje swoje wałki czekające na asfalt

 

Co ja poradzę, że piszę brednie, tak tylko żyć umiem

w notorycznej, przewlekłej nietrzeźwosci

zatracająć się w nieszczęścia nieskończonej nicośći

wodząc wzrokiem za umierającym dniem

 

Jedynie z dźwiękoma kilkoma – tworzę swój świat

Bez skończonych żyć, nałogów wad

Dmę ile w piersi sił w najmagiczniejszą z trąb

By wykarmić ostatnią z parszywych gąb

 

To początek końca – Dies Irae

Na kilku dżwiękach stworzę kolejną szmirę

sprzedaną za grube miliony

dziecko z gliny żyjące eony

 

Chyba żart

buahahahaha

 

Dobrze, zakończmy to dobrze

morałem pragnącym zło zagasić

niech bamnksterzy się skryją w norze

Boże… Ale żem najebany

 

M.M.

Nowestare

Ile razy można zaczynać życie od nowa? Ile trwa ten początek? A kiedy pocżatek się kończy? Kiedy nowe życie staje się starym?

 

Ponad rok minął od ponad rocznego początku

początku nowegostarego życia

i nastały już czasy obalenia staregonowego porządku

i noworoczne rozmyślania o teorii bycia

 

Taki to krótki utwór autorefleksyjny

o myślach porannych kołaczących się po głowie

wyjeżdżam czystym samochodem z myjni

jadę w świat – mam w dupie co kto mi powie

 

M.M.

Samotni

Nie takie jak zwykle, trochę inne, mam nadzieję, że się spodoba :)

 

Siedzimy w ciszy i w milczeniu

Niedawno tacy sami – dzisiaj zupełnie rózni

Wspólnie wielcy, indywidualnie próżni

Niesamowite… oddani myśleniu.

 

Niegdyś kompani, dziś tylko towarzysze

Zgodni, niezgodni – kogo to obchodzi

Niesiemy obaj swoje zupełnie różne krzyże

Coś z nas z czasem uchodzi

 

Pewna magiczna cząstka, iskierka życia

U jednego płonie żarem, u drugiego powoli dogorywa

Chęć zmiany losu – oszałamia,porywa

Wystrzeliwujemy w przestrzeń resztki bycia.

 

M.M.

Zawieszeni

Dla K*******

 

Jesteśmy.

Zawieszeni między blaskiem nocy i mrokiem dnia

Susi w deszczu, przemoczeni blaskiem słońca do cna

Dryfujemy

 

Zawieszeni.

W bezkresnym pudełku pełnym owieczek.

W niekończącym się ciągu wspinaczek.

Może gdy wejdziemny zostaniemy rozgrzeszeni.

 

W niekończącej się spirali zła – Ty i Ja?

On i Ona, każdy z nas, a czas przemija

W nieskończonym, nieprzerwanym objęciu.

Tam gdzie nie ma czasu ani przesztrzeni

Tylko my, bez ruchu, bez sensu, jak na zdjęciu

Pełni siebie, pełni sensu, w krainie świetlistych cieni

 

M.M.

Dość

Mam dość tego
Dość życia którego najciekawszym elementem
Jest oglądanie łez rozbijających się o szklany stół.
Wychylam się z pędzącego samochodu, żeby dostrzec co mnie czeka za zakrętem.
Tracę grunt spod nog, spadam w grób, niekończący się dół.

Nie wiem skąd to wszystko, która bajka mi wmówiła, że życiemiłość prostym…
Ono nigdy takie nie było i nigdy nie będzie
Ono będzie bolesne, nieprzyjemne niczym taniec na twarzy nożem ostrym
Poległem i polegnę jeszcze nie raz. Zatonę jako kapitan w swoim okręcie.

Tchórz umiera tysiąc razy, a bohater tylko raz.
Czy przyszedł na mnie czas?
Lepsze milijon blizn na sercu niż śmierć.
Lecz czy marzenie o niej to grzech.
Cierp człowiecze, po stokroć cierp.
Obrzydliwe ziemi płody garściami czerp.
Idziemy – idzie nas trzech.
Zawsze przy Tobie – zazdrość, nienawiść i gniew.
Zamknij oczy, aniele boży zmów.
Horror będzie się powtarzał, co noc, znów i znów.
Śpij dziecinko śpij – tu nie ma nikogo, nie ma żadnego głosu.

Noworocznie

Wybudowałem ścianę – szkoda że była ze słomy

nie wpadłem na to w swoim szale

że wiatr ją zwieje

 

zbudowałem dom – na pustni

nie przewidziałem, że zapadnie się

pod ziemię

 

stworzyłem rodzinę – na kłamstwie

wydawało się solidnym fundamentem

wydawało się

 

zbudowałem swój dom

zbudowałem wokół niego mur

stworzyłem wewnątrz rodzinę

i wszystko poszło w pizdu

 

nie chcę tak