Luźne przemyślenia walka ze sobą

Jak śmiesz milczeć mi prosto w oczy

Jak śmiesz wlewać jad w usta moje

Okrutnych liter raniące zdroje

Doigrałaś się – śmierć już po Ciebie kroczy

 

To nie lament i nie histeria

To poezja raniąca jak ostrze skalpela

Rozrywająca wnętrze Listeria

Beznamiętnie kończąca życie Shigella

 

To nie pojednanie

to ostatniego ciosu zadanie.

Już Cię w moim życiu nie ma

To była kwestia jednego skinienia

 

M.M.

Kto wie ten wie, ze do niego jest ta fraszka.

Odrzucilem nienawiść, gorzkie żale.
Zostawiłem za sobą zawiść i wyrzuty.
Patrzę na was- brudnych i biednych,
Brudnych duszą, biednych rozumem.

Odchodzę od was i nie żal mi niczego.
Tyle od zawsze mam wam do powiedzenia.

M.M.

Usłysz, zobacz, poczuj

Wszystkiego Najlepszego.

 

Usłysz niemy krzyk wyrywający się z mojej piersi

Nie słyszysz? Może nie chcesz usłyszeć prawdy

Nie widzisz? spalam się jak Feniks na żerdzi

Spalam się w ogniu Twojej głuchej zdrady

 

Nie słyszałaś krzyku, teraz nie widzisz ognia?

Jak można nie widzieć tego co pali moją duszę

do nieskończonej czarności. Serce – ostatnia pochodnia

podtrzyma chwilę światłość po tym jak na zawsze zniknie…

 

Widzę po Tobie, że jak głaz zostajesz niewzruszona

Nie zasłużyłem na samotność którą od Ciebie dostaję

Nie czujesz ognia, bólu, żalu. BOŻE?! Na chuj mi ona?

Nie zasłużyłem na samotne cierpienie, gorzkie żale.

 

M.M.

Uśmiech

Delikatny uśmiech na Twojej twarzy.

Gdy ustami sunę po Twoim ciele.

Nie wiem co za chwilę się wydarzy

Za oknem burza, woda litrami się leje

 

Niepoprawna paranoja do romansu się wkrada

To nie tak jest, nie tak miało być, ja chcę inaczej

Miało być jak na początku, a jest jak na końcu

paranoja koło zatacza i kończy się między Twoimi nogami

jak zawsze

 

Kolejny raz ta sama nieskoordynowana forma

Bo jak mam mówić wiele nie mówiąc nic?

Wewnętrzna frustracja gdy żądze są niezaspokojone!

Gubię głowę, gubię myśli – taki awangardowy jestem!

 

Potencjalny dramat literacki,

Autodiss skazujący na poetycką śmierć…

A jednak żyję

Te potencjalne zmiany wprowadzane powoli,

Ale jak różny jest początek od końca?

a co się wyprawia w środku..?

Gdzie słodycz, eleganckie rymy i proste uczucia?

Gdzieś zniknęły zniszczone przez złe kobiety.

Czerń i biel odeszły – pozostała szarość.

Przestałem być jak kryształ czysty,

przestałem kryształem się żywić.

Odszedłem gdzieś.

Tam gdzie co chwilę gubię wenę.

Ot takie białe przemyślenia, wylane w biel kartki laptopa.

 

M.M.

Dotyk

Dotykałeś mnie tymi toksycznymi palcami

Były jak żyletki na mojej delikatnej skórze

Rozrywając mnie od środka ze swoimi kumplami

Ze łzami w oczach te wspomnienia przywołuje

 

Rozdarte ciało, postrzępiona dusza

Pognieciona samoocena, zaprzedana Demonom

Nic nie warte ja, umysłowa susza

Bez nadziei, bez końca, bez słowa – po prostu – ono

 

M.M.