Nic nie mogłem zrobić

krzyczałem, wrzeszczałem

aż psyche nie uleciała z Ciebie

 

Starcie z kilkunastotonowym potworem

nikt by nie dał rady

Ani Achilles, ani Herakles

 

Mogłem jak Hector wszystko przewidzieć

Lecz kimże ja przy nim jestem?

Parysem.

 

Po tchórzowsku bym to strzałem z łuku załatwił

gdybym tylko wiedział,

gdybym był

 

To wszystko czego nienawidzę

wraca i wraca

w snach i w życiu

 

Twoja śmierć

a potem moja

 

Więc stoję sam, na pustym peronie

W dali widzę światła służbowego potwora

Ja wiem, że to mój koniec,

zastanawiam się tylko jak bardzo to boli,

czy pęd pociągu mnie zniszczy

tak jak Ciebie pędząca ciężarówka

Żegnaj świecie

Dzień dobry ma blada kompanko

Zaprowadź mnie do mej lubej.

O tyle Cię tylko proszę.

 

M.M.