Trochę autoterapia literacka, a trochę coś co ma się nieść.

 

Ja już nie wiem. Nie wiem nic. Nie wiem gdzie się kończy wyobraźnia, pierwszy kryzys egzystencjonalny, pierwsze zwątpienie w świat. Jestem sam. Rak, pierwsza wielka miłość, pierwsza partnerka w radosnej ciąży z kimś innym, pierwsze bolesne rozstanie, pierwsze porażki, wiele zwycięstw, szczęście wielkiej miłości z kimś innym, szczęście wielkiej miłości samej, próby naprawy, próby manipulacji, próby tworzenia swojego idealnego świata w narkotykowym ciągu. TO WSZYSTKO KURWA BYŁO!!! I co z tego zostało?
Clonazepam, kodeina, mefedron, amfetamina, kokaina, speedball, tramadol, LSD, marihuana się nie liczy… Co mi to dało? NIC! A może wszystko?
Kim jestem? Dokąd zmierzam? Szukam odpowiedzi. W biologii, biologii molekularnej, fizyce, chemii, filozofii – więcej dziedzin w swoim wieku już nie dam rady obskoczyć. Obskoczyć – tak pejoratywne słowo, może lepsze by było „zgłębić”… Nieważne.
Paranoidalne poszukiwanie sensu istnienia, obsesja na punkcie śmierci. Chaotyczne poszukiwanie kogoś z kim można być i być obok. Szukam kogoś kim byłem, kogoś kogo straciłem. To sto razy gorsze niż strata kogoś bliskiego. Stracić siebie. Jeśli straciłem siebie to powinienem odnaleźć siebie nowego, ale gdzie?! Ale jak?! Strata za zysk, zysk za stratę, strata po stracie zysk po… stracie. Zniekształcona wizja rzeczywistosci, która napierdala w drzwi do prawdziwego świata. Odejść czy zniknąć – zniknąć tak na zawsze. Nie… za bardzo kocham siebie i swoje hedonistyczne podejście do istnienia. Koniec świata – idealne rozwiązanie dla każdego człowieka utopionego we wszechkrestnym gównie w którym wszyscy jesteśmy ujebani po szyję. Tylko niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Trudna zagwozdka intelektualna – być albo nie być? Udawać kogoś kim się nie jest czy codziennie z rana malować swoją umarłą i trupią twarz w kolorowe ludzkie emocje. Odejść czy zostać? Trudne pytanie. Nie wiem czy kiedykolwiek znajdę na nie odpowiedź.
Zamiast patrzeć wewnątrz patrzę na zewnątrz. Chcę zmienić świat nie zmieniając siebie. Dążenie do ideału. Ale czym jest ideał? Ideał jest na okładce ze slipami Calvina Kleina, czy ideał bije rekord świata w rwaniu? Ideał chodzi w idealnie skrojonym pod siebie garniturze, czy ideał zapierdala w dresie na siłownie? Ideał żyje czy trwa? Ideał – słowo zabójca w naszym świecie. Dajmy na to ideał kobiety – każdy ma swój jak dupe każdy ma swoją. Nie da sie jej ubrać w szablon ani Femme Fatale ani Seksbomby, ani Marilyn Monroe ani Audrey Hepburne. Nie ma ideałów, a my się cały czas w nie wkręcamy. Na siłę chcemy być ideałami, którymi być tak naprawdę nie chcemy. Chcemy mieć piwne brzuchy, nałogi… Chcemy być kokainistami którzy płacą za to co dostają i dzieki temu są lepsi. Ale oni są dalecy od ideału, każdy z nas jest daleko od ideału. To czy zrzucisz te dziesięć kilogramów czy nie nie sprawi, że staniesz się lepszym. To, że wyrzeźbisz sobie sześciopak nie zrobi z Ciebie Apollina. Pamiętaj, nigdy nie będziesz Heraklesem, bo to pół-bóg, a na tym świecie żyją sami Bogowie. To każdy z nas kreuje rzeczywistość w okół siebie.

 

M.M.