Delikatny uśmiech na Twojej twarzy.

Gdy ustami sunę po Twoim ciele.

Nie wiem co za chwilę się wydarzy

Za oknem burza, woda litrami się leje

 

Niepoprawna paranoja do romansu się wkrada

To nie tak jest, nie tak miało być, ja chcę inaczej

Miało być jak na początku, a jest jak na końcu

paranoja koło zatacza i kończy się między Twoimi nogami

jak zawsze

 

Kolejny raz ta sama nieskoordynowana forma

Bo jak mam mówić wiele nie mówiąc nic?

Wewnętrzna frustracja gdy żądze są niezaspokojone!

Gubię głowę, gubię myśli – taki awangardowy jestem!

 

Potencjalny dramat literacki,

Autodiss skazujący na poetycką śmierć…

A jednak żyję

Te potencjalne zmiany wprowadzane powoli,

Ale jak różny jest początek od końca?

a co się wyprawia w środku..?

Gdzie słodycz, eleganckie rymy i proste uczucia?

Gdzieś zniknęły zniszczone przez złe kobiety.

Czerń i biel odeszły – pozostała szarość.

Przestałem być jak kryształ czysty,

przestałem kryształem się żywić.

Odszedłem gdzieś.

Tam gdzie co chwilę gubię wenę.

Ot takie białe przemyślenia, wylane w biel kartki laptopa.

 

M.M.