Połączenie złe, albo i nawet gorsze :) zapraszam

 

Drodzy Państwo! Dzień Dobry!

 

 

Słowem wstępu zanim wyjdzie na jaw kim na prawdę jestem

że za tą uroczą twarzą kryje się narkoman, alkoholik

zakochany w sobie artysta, kujon, niepoprawny egotyk

będę wdzieczny za nie buczenie przed ostatnim wersem

 

Nie no, oczywiście żartu i satyry zabraknąć by nie mogło,

przecież to by było nie możliwe, tak jak genderyści szanujący godło

I tak, polityką pewnie też zawieje i wyrzutem… wyrzut wobec kogo?

Ach, to taki delikatny prztyczek w nos dla taty, brzmi srogo?

 

Takie też będzie, niepoprawne pranie mózgu przez zadufanego w sobie dandysa

Boże… jak bym jeszcze do tego był Cyganem! Ale mniejsza o to w tej chwili

Chociaż jak by się po towazryszach obejrzeć to niektórzy mają w sobie coś z żyda.

Nie przeciągając, – to wszystko jest kłamstwo – nie bierzcie do siebie moich krotochwili.

 

 

 

Moi drodzy, moi mili.
Pamiętacie te czasy gdy wszystkim rządziła cenzura
gdzie się nie obejrzysz szare eminencje, dyktatura
Na szczęście minęły, choć… nie do końca
Dlatego dostajecie takiego oto szmatławca.
Argument był taki, ze zbyt szerokie grono
że satyra zbyt awangardowa
że musiałbym za to zapłacić zbyt słono
Ale coż… niech im będzie – gwiazdka jak hinduska krowa!
Święta – święta sprawa, szczególnie, że kolektyw raczej niewierzący
Już, już – przepraszam, wierzący codziennie praktykujący na pogrzebach
i w czasie swiąt, oczywiście. Jeszcze słowo bym powiedział o złych kobietach
Ale czy warto psuć atmosferę świąteczną już mocno przeze mnie nagiętą?

Dobry wieczór Boże.

 

Chyba demencja starcza Cię dopadła znowu.
Urodziłem się w marcu, a nie w grudniu.
Poznajesz mnie? To ja, Twój pierworodny na nieba progu.

 

Ojcze! Nie odwracaj wzroku.
O nie, już jestem tu, w domu progu.
Stoję przed Tobą jak Adam nagi.
I co? Znów się schowasz za swemi księgami?

 

Gdzie fanfary? Gdzie moi trzej mędrcy?
Nawet pastuchom nie powiedziałeś, gdzie Twój syn się rodzi.
Aniołowie drogę zgubili w postmodernistycznych Katowicach.
Spieprzyles moje narodziny Ojcze. Byłoby lepiej gdybyś sam to przyznał.

 

Nie chcesz mnie? Trudno. Ja swój krzyż noszę.
Nie dam się ukrzyżować, o Nie! będę zaklęty w wieczności jak Ty.
Boisz się mnie. Wiem. Bo kto będzie chciał wierzyć w Ciebie.
Tego który się chowasz.
Za każdym razem
Gdy przychodzę do Ciebie
Stoję nagi – w okół mnie plucha i zawierucha
Patrzą na mnie, wielbią mnie, a Ciebie nie.

Dobranoc Ojcze.
M.M.