Dzisiaj daję wam nie mój wiersz, a mojego przyjaciela. Myślę sobie i dzielę sie z wami w sekrecie, że jest rozerwany między dwoma wersjami siebie, które zresztą przelał na papier i niedługo wyda w postaci powieści Kres. I to też jest jedna z wersji – Kres. Każdy by chciał być Kresem, mam nadzieję, że go poznacie w tej książce, a jeśli nie, to może w filmie (na marginesie węszę tu bestseller). Więc jest Kres i jest też Viru. Viru to poprostu Viru jakiego znam i nie umiem go opisać. Nie jest zły, nie jest dobry, na pewno nie jest idealny, ale samym sobą jest zajebisty (może sam nie jest świadom swojej nieidealnej zajebistości?). Jeśli to co tu przeczytacie wam się spodoba, to wpadnijcie też na jego bloga http://mlodyswiat.blogspot.com

 

Trywializm Nieba

jestem lasem hipisowskich rąk wyciągniętych ku niebu
i szeregiem głów intelektualistów odzianych w garnitury
w końcu człowiek to maszyna myśląco-czująca
lecz nawet poeta wie że to wszystko sprowadza się
do kilku impulsów w mózgu
i może tą prawdę głosić z uśmiechem na twarzy
wyparłszy się Boga czarów i magii
łatwiej dostrzec magię w trywialnej codzienności
nie ma krzty zła
w taktycznym podejściu do romantyki
czy logicznym doborze przyjaciół
bo zawsze człowiek może
podać powody swej miłości
omówić sens swej pasji
czy zanalizować swą niechęć
nie odbiera światu piękna
praktyczne spojrzenie na poezję i muzykę
jest też iskra magii i sztuki w fizyce
mimo jej sztywnych zasad
sojusz serca i rozumu rodzi potęgę
wykłada drogę życia porządnym kamieniem
nadaje sakralnego wymiaru każdemu podniesieniu powiek
uszlachetnia transcendentną maszynę
o której mówią:
„człowiek”