Obudziłem się na sofie. Był środek nocy. Regina stała naga w kuchni w moich słuchawkach połączonych z moim telefonem i radosnie tańczyła w kuchni szykując jakieś przekąski do wina. Podniosła kieliszek do ust. Wzięła łyk. Mógłbym na nią tak patrzeć wieczność. Odeszła od blatu, otworzyła szafkę wyciągnęła papierosy. Odpaliła jednego po czym skierowała się w stronę okna i balkonu. Musiała mnie zobaczyć. I zobaczyła. Podeszła do mnie zaciągając się papierosem, wyglądała jak by mnie chciała pocałować. Zetknęliśmy się ustami. Wpuściła dym do moich ust – wciągnąłem go. Zdjeła słuchawki. Muzyka była na tyle głośna, że wszystko doskonale słyszałem. Gdy wypuściłem dym powiedziała z uśmiechem.
- Dzień dobry Faust.
- Dzień dobry Riri – odpowiedziałem z uśmiechem nieco mniej szerokim.
Odwróciła się na pięcie i poszła zalotnie kręcąc pupą. Wzięła z kuchni dużą drewnianą deskę i swoje dzieło. Kawałki melona idealnie zawinięte w prosciutto, parmezan skropiony odrobiną octu winnego, czarne oliwki faszerowane paryczkami chilli… Była mistrzynią przekąsek i estetyki w kuchni. Przygotowywała wszystko tak pięknie i gustownie, że nigdy nie mogłem tym nacieszyć oczu. Musiałem być narawdę głodny by pokusić się o zepsucie tej kompozycji. Położyła na łóżku deskę, a na nią talerz z tymi pysznościami i po kieliszku wina. Wyłączyła muzykę, włączyła lampkę przy łózku i położyła się na przeciwko mnie.