W pociągu ze spotkania do domu na spontanie przy czilującej muzyce popełnione

 

 

Zawieżyłem życie w niewiadomo czyje ręce
Zgubiłem wrażenie spokoju w niepojętym lesie ludzkich serc.
Zagubiony na swojej orbicie radośnie się kręcę
Rozkładam ręce jak ukrzyżowany Jezus na karcie as kier.

Co mogę więcej wykrzyczeć niebu?!
Szatan w piecu pali, niedługo to doprowadzi do krwi rozlewu.
Bóg łez lać nie chce – susze się toczą po całym świecie
Mędrzec w kącie świata siedzi i podnosem głupoty plecie

Wylecę ze swojej orbity – odkryję nieznany dotąd świat.
Pozbawiony pewnie wielu czysto ludzkich wad.

 

M.M.