Każdy z nas ma w sobie Bestię… Czy każdy – nie jestem pewien, ale ja na pewno. Czasem wychodzi, gdy jestem sam pozwalam się jej wyżyć. Biegam, męczę się, staram się ja w coś przekształcić, ale czasem mnie dopada, gdy jestem wśród ludzi, męczy mnie, gnębi, nie pozwala mi żyć. NIE! To społeczeństwo nie daje mojej Bestii żyć. A gdyby mi dawało? Oto co by się działo:

Zasypiam… Próbuję – nie mogę
Księżyc mnie mnie budzie, księżyc mnie wzywa
księżyc wywołuje mą krwawą chorobę
O swoją pełnią mą Bestię odkrywa

Wychodzę na łowy – - beznamiętnie
zabijać niewinnych – - niezmiennie
Jak zwykle co pełnię w ciemną noc
wychodzę odprawiać swój rytuał…..
– - Przemoc.

Nie oglądam się za siebie, bo po co?
Została tam tylko niekończąca się krew
Ja wciąż czuję mój nieskończony zew
a moje nogi nieustannie kroczą i kroczą

Przede mną świt, już koniec przemocy
słońce wstaje, padam – nie potrzebuję pomocy
ewoluuje, skala zbrodni do mnie dociera
A Szatan w swej dobroci ślady zbrodni zaciera

Budzę się z męczarni jak nowo narodzony
wracam do codzienności – - odjeżdżam
po co kusić los? Nic mnie tu nie trzyma
wyjeżdżam… Nigdy nie lubiłem tego miejsca

Martwy Marzyciel